(82kB)

Towarzystwo Przyjaciół Hajnówki

Chrześniak Prezydenta Ignacego Mościckiego



Przed laty bardzo popularną osobą w Hajnówce był fryzjer Ignacy Ambrożek. Jego klienci z niedowierzaniem przyjmowali informację, że Ignacy jest chrześniakiem prezydenta Ignacego Mościckiego. Z dokumentów znajdujących się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Hajnówce wynika, że Ignacy Ambrożek urodził się w marcu 1932 r. i został ochrzczony przez proboszcza parafii rzymsko-katolickiej w Hajnówce Antoniego Mioduszewskiego 26 listopada 1933 r. W imieniu Prezydenta II RP Ignacego Mościckiego w chrzcie uczestniczyli nadleśniczy Stanisław Jancewicz oraz Pelagia Rakowiecka.

(289kB)


Warto przypomnieć, w jaki sposób do tego doszło. W 1926 roku Prezydent II RP Ignacy Mościcki wydał dekret mający wspierać prorodzinną politykę. Prezydent zobowiązał się, że każdy siódmy chłopak w rodzinie zostanie wpisany jako jego chrześniak. Każdy z chrześniaków miał zagwarantowane dekretem przywileje. Chrześniacy prezydenta dostawali od państwa książeczkę oszczędnościową, a na niej 50 zł (równowartość połowy ówczesnej pensji nauczycielskiej) na 6 proc. Mieli też przywilej bezpłatnej nauki w kraju i za granicą, także na studiach wyższych, stypendium, bezpłatne przejazdy i opiekę zdrowotną. Ulgi na komunikację miało też rodzeństwo chrześniaka. Kandydatów na chrześniaków szukali urzędnicy prezydenckiej kancelarii i lokalne władze. Przede wszystkim to jednak rodzice musieli zgłosić, że mają siódmego syna. "Z powodu przybycia mi siódmego z rzędu syna mam wielki zaszczyt prosić Pana Prezydenta o zezwolenie na wpisanie do akt chrztu jako Ojca Chrzestnego mego nowo narodzonego syna, któremu na chrzcie świętym nadane będzie imię Ignacy (...)" - pisali ojcowie do Kancelarii Prezydenta II RP. Nim przyszło z Warszawy potwierdzenie, rodzina była dokładnie prześwietlona przez proboszcza i miejscowe władze. Tylko nieliczni byli chrzczeni osobiście przez prezydenta. Najczęściej w imieniu prezydenta Mościckiego na chrzest przybywali przedstawiciele miejscowej władzy. Przed wojną było ich blisko 900. Najstarszy urodził się w 1926 r., najmłodszy - tuż przed wojną w 1939 r. Dziś żyje ich około 300. Wszyscy pochodzą z wielodzietnych rodzin. Gdy wybuchła wojna, najstarsi chrześniacy Mościckiego mieli po 11 - 13 lat, a najmłodsi - roczek, dwa. Żaden z nas nie zdołał skorzystać z prezydenckich przywilejów. Przez lata okupacji musieli zapomnieć o zdobyciu wykształcenia czy darmowych przejazdach. Rodzice trzymali jednak czerwone książeczki niczym relikwie. Liczyli, że po wojnie wybiorą pieniądze wraz z odsetkami. Po wojnie chrześniaków prezydenta Mościckiego nazywano jednak sanacyjnymi krwiopijcami. Gdy pokazywali w banku czerwone książeczki, urzędnicy kazali im je palić i nie przyznawać się do sanacyjnego prezydenta. Wielu chrześniaków miało w PRL kłopoty z dostępem do szkół i znalezieniem odpowiedniej pracy.

Zaczęli się szukać w wolnej Polsce, w Wielkopolsce powstało prezes Wielkopolskiej Rodziny Stowarzyszenia Chrześniaków Prezydenta II RP Ignacego Mościckiego, którego prezesem został Kazimierz Ignacy Stokłosa. Na pierwszym spotkaniu w Gorzowie Wielkopolskim pojawiło się kilkanaście osób. Zabrali się do poszukiwania pozostałych. Założyli Krajowe Stowarzyszenie Chrześniaków Prezydenta II RP Ignacego Mościckiego, którego pierwszym prezesem został Ignacy Pluciński z Gorzowa Wielkopolskiego. Na kolejny zjazd przyjechało już blisko 100 chrześniaków. Część mieszka poza krajem: w Rosji, na Ukrainie, w Niemczech, Kanadzie, USA. Odnalazł się nawet chrześniak w Mińsku na Białorusi. Przyjechał na zjazd, ale miał bilet tylko w jedną stronę i musieli zrobić zrzutkę, by mógł wrócić. Okazało się , że wśród chrześniaków były również co najmniej trzy pary bliźniaków, czyli nie tylko siódmy, ale i ósmy syn był wyróżniony przez prezydenta Mościckiego.

W gronie chrześniaków są profesorowie, oficerowie, aktorzy, księża, synowie powstańców śląskich i wielkopolskich, żołnierzy wojny bolszewickiej w 1920 r. i września 1939 r. W 1993 r. udało im się sprowadzić ze Szwajcarii prochy prezydenta Mościckiego i jego żony Marii. Chrześniacy podjęli starania, by odzyskać pieniądze z czerwonych książeczek. Obliczyli, że dziś przedwojenne oszczędności warte są kilka tysięcy dolarów. Pisali do kolejnych marszałków Sejmu i Senatu, prezydentów Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego, pełnomocnika ds. rodziny, a nawet do Strasburga. Odpowiedź ministra finansów z 2003 r. była krótka: "jakiekolwiek roszczenia obywateli wobec systemu bankowego istniejącego w Polsce przed II wojną światową nie mogą być obecnie skutecznie dochodzone". Chrześniacy przestali już wierzyć, że państwo wypełni zobowiązania przedwojennego prezydenta. Dla chrześniaków publicznie dane słowo przez prezydenta kraju jest święte, bez względu na upływ czasu czy poglądy polityczne.

Strona główna